Minęło trochę czasu.
Maya wróciła do siebie zaraz po tamtym tygodniu.
Odzywała się czasem.
Krótko.
Jak zawsze.
Studio działało swoim rytmem.
Za studiem też.
Wieczorami czasem pojawiało się kilka osób.
Ktoś przynosił składane krzesło.
Ktoś inny stał pod płotem i słuchał do końca.
Jack wpadał coraz częściej.
Danio udawał, że mu to nie robi różnicy.
Rex wiedział pierwszy, kto idzie pod bramę.
Ja grałam.
Czasem lepiej.
Czasem gorzej.
Ale spokojniej niż kiedyś.
Tego dnia siedziałam sama przy stole z gitarą obok.
Laptop był otwarty.
Telefon leżał ekranem do góry.
Nagle zawibrował raz.
Spojrzałam bez pośpiechu.
Maya Brooks.
Otworzyłam wiadomość.
„Mam dla ciebie propozycję.”
Po chwili przyszła druga.
„I chyba powinnaś usiąść.”
Spojrzałam na pustą kanapę.
— No pięknie...