Zoe weszła do domu ciszej niż zwykle.
Telewizor grał w salonie.
Ojciec siedział w fotelu, patrząc w ekran, jakby wieczór niczym nie różnił się od innych.
Na stole stały jeszcze talerze po kolacji.
Matka od razu spojrzała na Zoe.
— Wszystko dobrze?
Zoe zdjęła kurtkę powoli.
— Tak... chyba tak.
Brzmiało to mniej pewnie, niż chciała.
Zatrzymała się w kuchni, jakby sama jeszcze nie wiedziała, czy chce coś powiedzieć, czy tylko postać chwilę w ciszy.
Matka weszła za nią.
— Co się stało?
Zoe oparła dłonie o blat.
— W sumie nic takiego.
Krótka pauza.
— Po prostu coś się wydarzyło, czego trochę nie umiem zrozumieć.
Matka patrzyła uważnie.
— Co?
Zoe wzruszyła lekko ramionami.
— Danio był dziś w garażu.
Matka spojrzała szybciej, niż chciała.
— Danio?
Pytanie padło odruchowo.
Zoe jednak nie zwróciła na to uwagi.
— Tak. Słuchał nowego numeru.
Matka już spokojniej:
— I?
— Sam nie wiem... dziwnie się zachowywał.
W salonie telewizor nadal grał.
Ojciec nie odwracał wzroku od ekranu.
Dopiero po chwili odezwał się spokojnie:
— Jak próba?
Zoe odwróciła głowę.
— Dobrze. Napisałam nowy numer.
— Tak?
— O ławce.
W salonie przez moment nic więcej nie padło.
Ojciec tylko lekko poprawił pilot w dłoni.
— To dobrze.
Zoe spojrzała jeszcze raz w jego stronę.
Nie potrafiła powiedzieć dlaczego, ale nagle miała wrażenie, że dziś każdy mówi trochę mniej niż zwykle.