Wieczór w domu

West Virginia. Dom Zoe. Chwilę później.

Zoe weszła do domu ciszej niż zwykle.

Telewizor grał w salonie.

Ojciec siedział w fotelu, patrząc w ekran, jakby wieczór niczym nie różnił się od innych.

Na stole stały jeszcze talerze po kolacji.

Matka od razu spojrzała na Zoe.

— Wszystko dobrze?

Zoe zdjęła kurtkę powoli.

— Tak... chyba tak.

Brzmiało to mniej pewnie, niż chciała.

Zatrzymała się w kuchni, jakby sama jeszcze nie wiedziała, czy chce coś powiedzieć, czy tylko postać chwilę w ciszy.

Matka weszła za nią.

— Co się stało?

Zoe oparła dłonie o blat.

— W sumie nic takiego.

Krótka pauza.

— Po prostu coś się wydarzyło, czego trochę nie umiem zrozumieć.

Matka patrzyła uważnie.

— Co?

Zoe wzruszyła lekko ramionami.

— Danio był dziś w garażu.

Matka spojrzała szybciej, niż chciała.

— Danio?

Pytanie padło odruchowo.

Zoe jednak nie zwróciła na to uwagi.

— Tak. Słuchał nowego numeru.

Matka już spokojniej:

— I?

— Sam nie wiem... dziwnie się zachowywał.

W salonie telewizor nadal grał.

Ojciec nie odwracał wzroku od ekranu.

Dopiero po chwili odezwał się spokojnie:

— Jak próba?

Zoe odwróciła głowę.

— Dobrze. Napisałam nowy numer.

— Tak?

— O ławce.

W salonie przez moment nic więcej nie padło.

Ojciec tylko lekko poprawił pilot w dłoni.

— To dobrze.

Zoe spojrzała jeszcze raz w jego stronę.

Nie potrafiła powiedzieć dlaczego, ale nagle miała wrażenie, że dziś każdy mówi trochę mniej niż zwykle.

← Wróć do: Teraźniejszość