Ławka i sygnał

West Virginia. Kilka dni później.

Tego dnia ławka była wolna jak zwykle.

Zoe usiadła pierwsza, poprawiając rękaw kurtki, jakby przyszła tylko na chwilę.

— Nadal kilka osób mówi o tej auli.

Spojrzała przed siebie.

— Myślałam, że już wszystkim przeszło.

Danio siedział spokojnie obok.

— Tak bywa.

Przez chwilę nic więcej nie mówił.

Potem, jakby mimochodem, rzucił:

— Fajne masz studio.

Zoe spojrzała od razu.

— Jakie studio?

— No tam, gdzie grasz. W garażu.

Zmarszczyła lekko brwi.

— Byłeś tam?

— Przy drzwiach.

— Nie zauważyłam cię.

Danio lekko wzruszył ramionami.

— Nie mogłaś. Byłaś zajęta.

Zoe przez chwilę milczała.

Jakby składała w głowie tamten wieczór.

Kilka dni później zaproponowała, żeby zamiast na ławce poszli do garażu.

Danio nie pytał długo. Spojrzał tylko na nią krócej niż zwykle i ruszył za nią bez słowa.

W środku było cicho. Lampka dawała ciepłe światło, sprzęt stał już gotowy, a gitara czekała oparta obok stołka.

— Siadaj na kanapie.

Danio usiadł. Kubek z kawą trzymał obiema dłońmi, jakby chciał zająć nimi miejsce, zanim zrobi to cisza.

Zoe spojrzała na niego kątem oka.

Coś było inaczej niż zwykle.

— Hmm...

Tylko tyle.

Potem sięgnęła po gitarę, odpaliła sprzęt i bez dalszych słów zaczęła grać.

Nowy utwór. Świeży jeszcze, jakby powstał z poprzedniej nocy i nie zdążył do końca opaść.

„Ławka”.

Głos wszedł spokojnie. Bez pośpiechu. Bez tłumaczenia.

Danio siedział nieruchomo.

Nie przerywał. Nie odwracał wzroku. Tylko słuchał.

Ostatni dźwięk wybrzmiał cicho.

Gitara jeszcze przez chwilę trzymała przestrzeń, jakby nie chciała oddać ciszy zbyt szybko.

Danio siedział nieruchomo.

Kubek w dłoni zatrzymał się na moment, potem powoli uniósł go do ust.

Łyk kawy był wyraźnie bardziej nerwowy niż zwykle.

Zoe spojrzała uważniej.

— Hmm...

Nic więcej.

Nie pytała.

Odłożyła gitarę spokojnie obok siebie i przez chwilę sama patrzyła w podłogę.

W garażu znów zrobiło się cicho. Tak, jakby utwór nadal gdzieś jeszcze trwał.

← Wróć do: Teraźniejszość