Wieczorem dom pachniał ciepłym jedzeniem i drewnem, które po całym dniu oddawało zgromadzone ciepło.
Na stole stały trzy talerze.
Nic wyjątkowego. Zwykły wieczór.
Matka nalewała herbatę. Ojciec siedział jak zawsze spokojnie, oparty lekko o krzesło.
Zoe jadła wolniej niż zwykle.
Jakby nadal była myślami gdzie indziej.
— W szkole jeszcze o tym mówili? — zapytała matka.
Zoe wzruszyła ramionami.
— Trochę.
— Nauczyciel coś mówił?
— Tylko że dobrze to przyjęli.
Ojciec nic nie powiedział.
Przez chwilę słychać było tylko sztućce.
Zoe spojrzała w bok, jakby przypomniała sobie coś nagle.
— Od jakiegoś czasu czasem rozmawiam jeszcze z kimś w miasteczku.
Matka uniosła lekko wzrok.
— Z kim?
— Z takim jednym. Siada czasem na ławce.
— Kolega?
— Raczej ktoś, kto po prostu lubi słuchać.
Ojciec odłożył widelec.
Nie gwałtownie. Po prostu ciszej niż wcześniej.
— Jak ma na imię?
— Danio Dan.
Na chwilę zrobiło się ciszej niż przed chwilą.
Matka pierwsza spojrzała na ojca.
— Starszy od ciebie?
— Trochę.
Ojciec patrzył jeszcze chwilę w talerz.
Dopiero potem zapytał spokojnie:
— Rozmawiacie o czym?
— O muzyce. Czasem o niczym.
Nie odpowiedział od razu.
Tylko lekko skinął głową, jakby przyjął to do wiadomości.
Ale atmosfera przy stole już nie była dokładnie taka sama jak chwilę wcześniej.