Nie zawsze trzeba

West Virginia. Wieczór.

Danio powiedział, że to rozsądne.

I znów zrobiło się zwyczajnie. Jakby to jedno zdanie zamknęło temat.

Na ulicy ktoś trzasnął drzwiami auta. Ktoś przeszedł szybkim krokiem, nawet nie patrząc. Miasteczko robiło swoje.

Zoe trzymała gitarę na kolanach. Palce same dotykały strun, jakby szukały czegoś, czego nie da się powiedzieć wprost.

Spojrzała na niego bokiem.

— A może wpadniesz posłuchać? W końcu… na żywo.

Danio nie odpowiedział od razu. Przez chwilę wyglądał, jakby ważył słowa, choć przecież zwykle ich nie ważył.

— Jak będziesz grała na auli, to dźwięk do ławki też dotrze.

Zoe lekko uniosła brwi.

— Czyli znowu nie odpowiadasz wprost.

Danio wzruszył ramionami.

— Nie zawsze trzeba.

Zoe nie drążyła. Tylko znów spojrzała na gitarę, jakby tam była odpowiedź.

← Wróć do: Teraźniejszość