Ławka stała już prawie pusta. Kilka osób przeszło dalej, ktoś zatrzymał się tylko na chwilę, potem ulica znów wróciła do swojego spokojnego rytmu.
Zoe trzymała gitarę na kolanach, poprawiając palce na gryfie, kiedy usłyszała znajomy głos.
— Zoe… nie spodziewałem się, że spotkam cię właśnie tutaj.
Podniosła wzrok.
— Dzień dobry.
Przed ławką stał nauczyciel, który jeszcze kilka lat wcześniej prowadził jej zajęcia w szkole.
— Słyszałem o festynie. I o tym, że czasem grasz tutaj.
Zoe lekko skinęła głową.
— Organizujemy w szkole pokaz młodych talentów. Kilka osób wystąpi. Pomyślałem, że mogłabyś pojawić się na końcu.
— Ja?
— Tak. W końcu już nie tylko sala lekcyjna ci została.
Zoe przez chwilę nic nie odpowiedziała.
— Zastanowię się.
— Dobrze. Daj znać do końca tygodnia.
Kiedy odszedł, przez chwilę znów było cicho.
Danio spojrzał przed siebie.
— No i?
— Dlaczego sądzisz, że mam problem?
— Bo za każdym razem, kiedy ktoś ci coś proponuje, najpierw milkniesz.
Zoe spojrzała gdzieś dalej, poza ulicę.
— Może po prostu nie lubię decydować od razu.
— To akurat rozsądne.