Siedzieliśmy na ławce jak zwykle. Dan miał gazetę, ja miałam w głowie rzeczy, których nie umiałam nazwać.
— Wiesz, ja czasem nie wiem, czy ja to robię dobrze — powiedziałam cicho.
Dan nic nie odpowiedział od razu. Jakby sprawdzał, czy ja naprawdę chcę usłyszeć odpowiedź.
I wtedy ktoś stanął przed nami.
To był on. Ten chłopak. Z kartką w rękach.
— Zoe, przyniosłem nowy tekst — powiedział szybko. Jakby bał się, że jeśli zrobi przerwę, zabraknie mu odwagi.
Spojrzałam na papier. Litery były równe, ale kartka znowu lekko zmięta, jakby była noszona w kieszeni cały dzień.
— Okej — powiedziałam. — Dzięki. Przejrzę w domu.
Chłopak nie ruszył się z miejsca.
Stał dalej. I patrzył na mnie, jakby to, co powiedziałam, było tylko połową zdania.
Przez chwilę nie zrozumiałam. Po prostu czekał.
Dan przewrócił stronę gazety. Potem chrząknął cicho.
I nagle wszystko stało się jasne.
— Aha… — powiedziałam wolniej. — Mam to przeczytać teraz.
Chłopak kiwnął głową. Tak jakby bał się, że jeśli powie jeszcze jedno słowo, to wszystko pęknie.
Wzięłam kartkę ostrożnie, jakby była czymś kruchym. Przejechałam wzrokiem po pierwszych linijkach. Potem wróciłam na początek i czytałam już wolniej. Dokładniej.
Nie było w tym perfekcji. Ale było coś, co się nie udaje na siłę. Szczerość.
Podniosłam wzrok.
— Dobra… — powiedziałam. — To jest lepsze.
Widziałam, jak mu puszcza napięcie w ramionach, jakby dopiero teraz mógł wziąć pełny oddech.
— Ale wiesz co? — dodałam. — Nie śpiesz się. Pisz dalej. I nie próbuj pisać „ładnie”. Pisz prawdziwie.
Kiwnął głową kilka razy. Za szybko.
— Dzięki — rzucił i odszedł.
Kiedy zniknął za rogiem, wróciłam na ławkę. Dan dalej trzymał gazetę w dłoniach.
— No? — zapytałam ostrożnie.
Nie spojrzał na mnie.
— Widzisz? — powiedział tylko.
I przewrócił kolejną stronę.