Wyszłam ze sklepu z wodą i czymś słodkim. Zwykły dzień. Zwykła ulica.
— Zoe!
Odwróciłam się. Stał kilka kroków dalej. Może jedenaście lat. W ręce trzymał złożoną kartkę.
— Napisałem piosenkę.
Bez wstępu. Bez tłumaczenia.
Podał mi kartkę. Papier był trochę zmięty.
Przeczytałam pierwsze wersy.
„Miasto jest małe, ale dźwięk jest duży.”
Uśmiechnęłam się.
— Skąd to wziąłeś?
— Z głowy.
Kiwnęłam głową.
— Jeśli napiszesz coś naprawdę dobrego, spróbuję to zagrać.
Oczy zrobiły mu się większe. Jakby to było coś ogromnego.
— Serio?
— Spróbuję.
Pobiegł w stronę domu. Kartka została u mnie.
Wieczorem usiadłam z Danem na ławce.
— Obiecałam mu, że jak napisze coś dobrego, to zagram.
Dan spojrzał na mnie znad gazety.
— Nie obiecuj rzeczy, których możesz nie spełnić.
— To tylko dziecko.
— Dla niego nie.
Cisza.
— Przecież to nic wielkiego.
— Dla ciebie.