Festyn zdążył już zniknąć z rozmów. Zostały tylko zdjęcia w telefonach i kilka krótkich wspomnień.
Usiadłam obok Dana jak zwykle. Gazeta, kawa, cisza.
— I? — zapytał po chwili.
— Zagrałam.
Skinął głową.
— Słyszałem.
— Miało Cię nie być.
— Nie było. Siedziałem na ganku. Niosło się.
Przez chwilę nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy tłumaczyć.
— I? — zapytałam ciszej.
— Nie zgubiłaś się.
To wszystko.
Przewrócił stronę gazety. A miasteczko znów było tylko miasteczkiem.