Tydzień później

West Virginia.

Festyn zdążył już zniknąć z rozmów. Zostały tylko zdjęcia w telefonach i kilka krótkich wspomnień.

Usiadłam obok Dana jak zwykle. Gazeta, kawa, cisza.

— I? — zapytał po chwili.

— Zagrałam.

Skinął głową.

— Słyszałem.

— Miało Cię nie być.

— Nie było. Siedziałem na ganku. Niosło się.

Przez chwilę nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy tłumaczyć.

— I? — zapytałam ciszej.

— Nie zgubiłaś się.

To wszystko.

Przewrócił stronę gazety. A miasteczko znów było tylko miasteczkiem.

← Wróć do: Teraźniejszość