Miasteczko przestało się przyglądać. Zaczęło po prostu być.
Radio grało dalej. Ludzie przestali pytać. Czasem tylko ktoś skinął głową.
Usiadłam obok Dana. Gazeta, kawa, cisza.
— Burmistrz chce, żebym zagrała na festynie — powiedziałam w końcu.
— No i? — zapytał, nie podnosząc wzroku.
— Nie wiem, czy powinnam.
Przewrócił stronę gazety.
— Dlaczego nie?
— Ja tylko gram w garażu.
— To wyjdź z garażu.
Spojrzałam przed siebie.
— To nie takie proste.
— Skomplikowałaś.
Odłożył gazetę na chwilę.
— Wychodzisz. Grasz dwa, trzy kawałki. Dziękuję. Koniec.
Milczałam.
— Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
— Ok. Twoja sprawa.