Miesiąc później

West Virginia.

Miasteczko przestało się przyglądać. Zaczęło po prostu być.

Radio grało dalej. Ludzie przestali pytać. Czasem tylko ktoś skinął głową.

Usiadłam obok Dana. Gazeta, kawa, cisza.

— Burmistrz chce, żebym zagrała na festynie — powiedziałam w końcu.

— No i? — zapytał, nie podnosząc wzroku.

— Nie wiem, czy powinnam.

Przewrócił stronę gazety.

— Dlaczego nie?

— Ja tylko gram w garażu.

— To wyjdź z garażu.

Spojrzałam przed siebie.

— To nie takie proste.

— Skomplikowałaś.

Odłożył gazetę na chwilę.

— Wychodzisz. Grasz dwa, trzy kawałki. Dziękuję. Koniec.

Milczałam.

— Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

— Ok. Twoja sprawa.

← Wróć do: Teraźniejszość