Obok

West Virginia. 19:02.

Wracałam szybciej niż zwykle. Trochę bez kierunku.

Dan siedział na tej samej ławce. Kubek kawy. Gazeta.

Spojrzał tylko na chwilę.

— Coś smutna jesteś — powiedział spokojnie.

Wzruszyłam ramionami.

Cisza.

— Ok. Nie dopytuję. Jeśli będziesz chciała, to powiesz.

Znowu cisza.

Otworzył gazetę. Upił kawę.

Usiadłam obok.

Nie patrzył. Nie oceniał. Nie radził.

I to było wystarczające.

← Wróć do: Teraźniejszość