Gdzieś dalej

West Virginia. 18:11.

Siedziałyśmy przy stoliku pod parasolem. Lody topiły się szybciej niż rozmowa.

Mówiły coś o kimś. Śmiały się.

A ja widziałam światła.

Dużą scenę. Tłum. Gitary podłączone pod coś większego niż garaż.

W głowie już wiedziałam, jak wchodzę. Jak zaczynam.

— Zoe? Halo?

Mrugnęłam.

— Mówię do Ciebie. Co się dzieje?

← Wróć do: Teraźniejszość